JUTRO PRZESTANIESZ MNIE BIĆ
Wracasz popołudniowym autobusem. Ona siedzi obok ciebie. Spoglądasz
na tę kobietę, która trzyma między nogami dwie kolorowe płócienne
torby wypełnione po brzegi mlekiem, kaszą, serem, suszonymi
grzybami, puszkami z żywnością, ziarnistą kawą dobrej jakości.
Widzisz jak wypadają z niej dwa ziemniaki. Schyla się po nie,
podnosi wypielęgnowaną dłonią ze starannym manikiurem. Czerwony,
z płatkami śniegu. Bo idą święta. Być może właśnie wraca od
kosmetyczki, obok był supermarket. Zrobiła zakupy. Zwyczajna
kobieta – myślisz. Zadbana. Jej dom na święta będzie pachniał
własnoręcznie ulepionymi pierogami i domowym sernikiem. Fajny ten
dom.
Wtedy
było ciepło
„(…) oskarżonego Damiana K. w ramach zarzucanego mu czynu
uznaje za winnego tego że w okresie od dnia 20 grudnia 2010 roku do
dnia 27 maja 2016 roku w M. woj. (…) znęcał się psychicznie i
fizycznie nad swoją żoną Katarzyną K. (…) spowodował
uszkodzenie ciała skutkujące trwałym kalectwem u Katarzyny K. (…)”
– brzmi fragment wyroku, który Kasia trzyma w jednej ręce. W
drugiej tli się papieros.
- We
wrześniu tego roku Sąd Apelacyjny w Krakowie utrzymał wyrok. Tyle
lat się go bałam. Dalej się boję. Wiem, że w ubiegłą środę
miał stawić się w areszcie, ale tego nie zrobił. Zresztą,
przecież jak go zamkną na trzy lata, to on tam nie będzie na
wakacjach. Kiedyś wyjdzie. Ja mam różne schizy. Nie mieszkam od
niego 100 km. Pamiętam ostatni raz jak go widziałam. Było wtedy
ciepło, to chyba musiał być sierpień. Już od kilku miesięcy z
nim nie mieszkałam. Byłam u lekarza
i zjeżdżałam windą na parter. Drzwi się otworzyły. Przed nimi stał on z tym swoim drwiącym uśmieszkiem. Byłam przerażona. Nacisnęłam nerwowo guzik. Drzwi się zasunęły, a on zniknął.
i zjeżdżałam windą na parter. Drzwi się otworzyły. Przed nimi stał on z tym swoim drwiącym uśmieszkiem. Byłam przerażona. Nacisnęłam nerwowo guzik. Drzwi się zasunęły, a on zniknął.
Ewelina
bierze do ręki desingerski telefon. – Lubię ładne rzeczy. –
uśmiecha się do mnie.
-
Cześć skarbie? O której będziesz?
- Co
robię? Ćwiczę nową choreografię, tę którą ci wczoraj
pokazywała na YouTubie. – odpowiada bez zająknięcia. – Nie,
nie przeszkadzasz.
- To
do zobaczenia. Fajnie, że zrobisz zakupy. Dziękuję.
- Nie
zawsze dobrze się czuje i ma siłę, by to zrobić – spogląda w
moją stronę odkładając telefon. Jeszcze raz zerka na wyświetlacz
nerwowo. – Znaczy ochotę. Teraz już wiem. Teraz wiem więcej,
jestem mądrzejsza, bardziej przewidująca. Po 5 latach bycia z kimś
można się go po prostu nauczyć. I nauczyć się nowej siebie. –
mówi z dumą w głosie. - Zawsze chciałam być kimś ważnym,
czułam że mam misję do spełnienia. Nie mogłam urodzić się ot
tak, po prostu, po to żeby tylko żyć, a potem umrzeć zwyczajnie.
Ja miałam być sławna, znana. Miałam błyszczeć. I często czuję,
że wygrałam. Mój psycholog nazywa to syndromem bohaterki.
Magda kiedyś rozmawiała z mamą na temat śmierci. O tym w jaki
sposób chciałyby umrzeć. Mama wyznała, że najbardziej obawia się
choroby nowotworowej. Córka nie boi się raka, marzy o tym, by
umrzeć. Najlepiej we śnie na zawał. Albo się zapić.
- Chcę
takiej śmierci. Moje życie nie ma sensu. Przecież ja nic nie mam
nawet dziecka. Wiktor codziennie mi przypomina o tym jak jestem
beznadziejna. Jedyne co od niego słyszę to: „Ty pojebie”.
Czasem wstydzę się wychodzić z domu jak mam siniaki. Ale dobrze,
że to on mieszka u mnie. Jego znajomi opowiadali mi, że jego była
mieszkała u niego i codziennie miała posiniaczoną
twarz.
Ale teraz on już nie ma gdzie mieszkać. Wszystko stracił. Jest
bezdomny, gruby i budzi we mnie wstręt jak leży w łóżku z tymi
obwisłymi jajami. Bo wiesz, on śpi nago. Do tej pory żaden nagi
facet nie wywoływał u mnie takiego obrzydzenia.
Kilka dni temu odwiedziła ich siostra Wiktora. Zapytała go, czy
kocha Magdę. Odpowiedział, że nie. Magda się tym nie przejmuje,
bo ona też go już nie kocha i mówi mu o tym. Mają układ. Ona mu
daje dach nad głową, a on ją utrzymuje. Nawet seksu już nie
uprawiają od wielu miesięcy. Byłoby w sumie w porządku, gdyby się
tak nie czepiał o każdy szczegół. Kiedyś Magda źle mu nałożyła
jedzenie na talerz. Musiała uciekać z własnego mieszkania.
Nocowała wtedy u koleżanki.
- Po
to wzięłam mieszkanie na kredyt, żeby mieć święty spokój.
Teraz on płaci, bo ja nie mam dochodu. Myśli, że mu wszystko
wolno. Powinnam stanąć na nogi, iść do pracy i wypieprzyć go.
Wiem. Ale ja mu dziękuję, bo gdyby nie on, to nie miałabym teraz
co palić. - Przerywa, by skręcić kolejnego papierosa. Strzepuje
resztki tytoniu na dywan. - Boję się jak wraca, cały czas jestem
na tabletkach uspokajających. Nigdy nie wiem czego się mogę po nim
spodziewać. I myślę jak go przekonać, żeby dał mi 2 zł na
piwo.
-
Daje?
-Nie,
nigdy. Ale myślę, co zrobić żeby mi dał. Ja piję przez niego.
Wiktor to najgorszy człowiek jakiego spotkałam w swoim życiu.
Marzę o tym, żeby się nawalić do nieprzytomności.
Wypalone
dziury
-
Koleżanka złożyła doniesienie do prokuratury. Opowiedziałam jej
wszystko, kiedy odwiedziła mnie w szpitalu. Wściekłam się. Po
gówno wtrąca się w moje sprawy. Zerwałam kontakt. – wspomina
Kaśka. Nie ma już śledziony. Usunęli ją wtedy w szpitalu. Damian
ją kopnął z całej siły. Bolało. Straciła przytomność.
Pamięta tylko jak przyszedł jeden raz z najpotrzebniejszymi
rzeczami. Nie patrzył na nią. Wierzyła, że wszystko się ułoży
jak tylko wróci do domu. Jest zmęczony, przecież zostawiła go
samego z piątką dzieci. Gdy tak leżała zamartwiając się,
przyszła Gosia, jej wieloletnia przyjaciółka.
- Coś
we mnie pękło. Musiałam to z siebie wyrzucić. Czułam się taka
winna i jednocześnie tak bardzo samotna. Zaczęłam jej opowiadać.
O kłótniach, wyzwiskach, o tym jak znika z domu na dni, tygodnie.
Jak bije. W końcu jak kopnął za mocno. – Poprawia narzutę na
kanapie, pod którą wyraźnie widać dziurę od papierosa. Odpala
kolejnego. – Ja to jaram jak szalona kiedy tylko dzieci zasną.
Zamykam się w tym pokoju i otwieram balkon na oścież. Grzebię w
necie i palę jednego od drugiego. Wypaliłam dziurę w kanapie –
śmieje się naciągając coraz bardziej materiał zadrukowany
stokrotkami, jakby świeżymi, zerwanymi prosto z letniej łąki. –
Potem w nocy mi zimno, to się mocno przykrywam. Koło piątej wstaję
i zamykam balkon. Boli mnie gardło od tego jarania. Ale zima, to nie
chcę wychodzić na zewnątrz, ale żeby też potem dzieciakom nie
śmierdziało. A no i ja się na Gośkę obraziłam. Po co szła z
tym do prokuratury. Ja w szpitalu powiedziałam, że spadłam
z
krzesła. – ciągnie dalej opowieść. – Jakiś czas temu byłam
u niej, przeprosiłam. Pogodziłyśmy się i przyjaźnimy dalej.
- Jesteś zero! Nikt cię nie chce! – krzyczy Sebastian i zaraz
potem pluje obficie prosto na twarz leżącej na podłodze Eweliny.
Ona przeciera dłonią mokrą już wcześniej od łez buzię.
-
Myślałam ryj, morda. Nie mogłam patrzeć na siebie w lustrze,
byłam odrażająca. Te podkrążone oczy, opuchlizna na twarzy,
czerwone plamy, których nawet mocny korektor nie chciał zatuszować.
- Spoglądam na ładną, zadbaną i promienną cerę mojej
rozmówczyni. Mimo że dobiega 50-tki praktycznie nie ma zmarszczek.
-
Wiem, wiem, nie patrz taka zdumiona. Wzięłam się w garść. Jestem
silniejsza. Wtedy jak mnie opluł, to zgłupiałam. Poważnie.
Wcześniej bywał nieprzyjemny, ale nigdy nie posunął się do
wyzwisk, czy najmniejszego ataku fizycznego wobec mnie. Skarżył
się na ciągłe migreny, więc żal mi go było. Miał prawo do
bycia opryskliwym. A ja powinnam okazać się wyrozumiała. Zawsze
powtarzał, że jestem taka dobra. – Ewelina przerywa, by wytrzeć
mokrą szmatką ślady po mleku, którego właśnie nalała nam do
parującej kawy. Mleko starannie zakręciła i odłożyła do
lodówki. Szmatkę wypłukała w ciepłej wodzie, wykręciła i
odłożyła do koszyczka obok płynu i gąbki do naczyń. – Nie
patrz tak, on mnie nie bije za bałagan. To mój sposób na
przetrwanie. Ma być idealnie. Sebastian uderza, gdy akurat ma na to
ochotę. Wyzywa, bo tak. Przed ślubem nawet „kurwa” nie
powiedział. Zresztą „do dupy” to było okropne przekleństwo,
musiałam się pilnować, by nie używać w jego obecności
niecenzuralnych słów. Myślałam, że taki porządny człowiek, nie
przeklina, nie pali, z kumplami się nie włóczy. Chciał, żebym
robiła tak samo. Trudno mi było się dostosować, bo czasem
przeklęłam siarczyście. Jestem instruktorką tańca, to normalne w
mojej branży. Spotkania towarzyskie, imprezy zakrapiane alkoholem,
czasem papieros do drinka. Cóż, nim poznałam Sebastiana, byłam
przez kilka lat singielką. Prowadziłam normalne życie, może
trochę bardziej szalone z racji wykonywanego zawodu.
„Z
Panem Bogiem”
Magdzie się nie udało. Gdyby związała się z Adrianem jej życie
mogłoby być piękne. On jest takim dobrym ojcem, do tego
przystojny. Jego żona ciągle w delegacjach, a on w nocy lepi
pierogi, bo dzieciom się na obiad zachciało. Dla Magdy też jest
dobry. Spotykali się kilka lat temu, teraz to już przeszłość.
Jednak kilka dni temu potrzebowała pieniędzy. Nie wiedziała do
kogo zadzwonić. Przypomniał jej się Adrian. Odebrał od razu.
Godzinę później już był pod jej blokiem. Nie dość, że kupił
podstawowe produkty do jedzenia i piwo, to jeszcze wręczył 50 zł.
Powiedział, że odda kiedy będzie mogła.
-
Wiem, że to głupie, ale mam nadzieję, że może kiedyś będziemy
razem. Gdybym tylko miała odpowiedniego mężczyznę u swojego boku,
to wszystko byłoby inaczej. Na Wiktora nie mogę liczyć. Zostawia
mnie bez grosza, bo mówi, że wszystko przepiję i przepalę.
Przestałam pracować, ponieważ ostatnia moja praca to był czysty
wyzysk. Do tego szefowa obrzucała podwładnych wyzwiskami. Nie
pozwolę sobie na takie traktowanie. Zwolniłam się.
Skręca
sobie papierosa. Palce ma pociemniałe od tytoniu. Włosy w
nieładzie. Jasnoszary dres z pomarańczowymi plamami na rękawach.
Kiedyś dbała o siebie. Nawet Adrian jej o tym przypomniał, martwi
się. Czasem dzwoni.
- Aga,
robiłaś kiedyś paprykę konserwową? Kiszone ogórki robiłam, ale
nigdy nic konserwowego. Przyniósł mi, kurwa, 2 kilo tej zasranej
papryki i kazał konserwować. Od mamusi swojej. Zawsze kiedy z nią
gada, to żegna się słowami „Z Panem Bogiem”. To jest
najgorsze. A, no i dobra, to zamarynowałam tę paprykę. Staram się
robić jak on chce. Pół dnia latałam po sąsiadkach
i dzwoniłam do znajomych, jak się taką marynatę przyrządza. Zrobiłam 5 słoików. A on jak wrócił z pracy, to zapytał: „Coś ty cały dzień robiła pojebie?”
i dzwoniłam do znajomych, jak się taką marynatę przyrządza. Zrobiłam 5 słoików. A on jak wrócił z pracy, to zapytał: „Coś ty cały dzień robiła pojebie?”
Wiktor
jest pierwszym mężczyzną, z którym Magda zamieszkała. Jest od
niej starszy o prawie trzydzieści lat. Przypominał jej ojca, taki
troskliwy, opiekuńczy, zawsze dbający o to, by regularnie jadła,
nie piła za dużo alkoholu. Kiedy się wprowadził to posprzątał
jej mieszkanie. Magda sprzątać nie lubi. Zapełniał lodówkę po
brzegi, a potem zamieszczał zdjęcia z jej zawartością na swoim
facebookowym koncie.
-
Gośka jeszcze w szpitalu mi powiedziała: Zobaczysz, wyjdziesz, a on
powie, że ci nic nie zrobił. Wyszłam. – Kto ci uwierzy, słowo
przeciwko słowu – usłyszałam. Na sprawie karnej sam się
pogrążył. Powiedział, że żartowaliśmy sobie, a on mnie lekko
nogą trącił w plecy. Chwilę wcześniej zeznał, że tego wieczoru
bardzo się kłóciliśmy. Sędzia mu nie uwierzyła.
Kaśka
przed wyprowadzeniem się ze wspólnego mieszkania założyła
Damianowi niebieską kartę. Kiedy wyszła ze szpitala on zaczął
znikać z domu. Wracał zawsze po kilku dniach, tygodniach i znowu
wychodził. Przynosił ze sobą brudne ubrania, a zabierał czyste i
wyprasowane.
-
Żebrałam, żeby był w domu. Prałam mu te ciuchy. W lutym zniknął
na dobre. W kwietniu pokazał się na chwilę i zaczął mnie dusić.
Po tej sytuacji założyłam mu niebieską kartę. Aż do samego
końca nie wiedział, że się wyprowadzę.
Katarzyna próbowała popełnić samobójstwo w maju 2016 roku. Z
urzędu wszczęto postępowanie. Jej mąż przedstawił ją jako złą
matkę, która nie dba o dom i dzieci. To on pierze, prasuje i
wypełnia wszystkie domowe obowiązki.
- Mało
nie zemdlałam jak mi te akta pokazali. Umówił się z moim
pierwszym mężem, że odbiorą mi dzieci. Chcieli zrobić ze mnie
wariatkę. Oboje pojechali do szpitala psychiatrycznego i odebrali
dokumentację medyczną. Damian miał do tego prawo, sama go
wcześniej wskazałam jako osobę upoważnioną. Potem przed salą
sądową mówili z drwiną: „Po ile karteczek z psychiatryka sobie
wzięliśmy?” Ja miałam kuratora, bo się leczyłam przez niego.
To ja musiałam się tłumaczyć, że nie jestem wariatką, żeby mi
sąd dzieci nie odebrał. Dobrze, że ta sędzia z karnej mi
wierzyła.
- Do
psychologa już nie chodzę. Po co? Nie chcę już nikomu dupy
zawracać moimi problemami – stwierdza Ewelina. – Przecież
ludzie wysłuchają, nawet próbują pomóc. Potem widzą, że nadal
funkcjonujesz w tym układzie. Zaczynają się zastanawiać, czy
przypadkiem nie zmyślasz, przecież on jest taki miły i uczynny.
Inni myślą, że mają do czynienia z wariatką. Normalne i
szanujące się kobiety odchodzą od swoich oprawców. Zresztą, one
w ogóle w takie związki nie wchodzą. To podobno świadczy o silnej
psychice. Jestem więc słaba, pewnie też szalona. I żeby chociaż
wobec siebie zachować trochę godności, przestałam mówić
komukolwiek. Może jestem wariatką o trochę mniejszym stopniu
nasilenia niż te, które ciągle paplają, a jednocześnie nie
zmieniają swojej sytuacji. Może tylko dla siebie, ale tyle
wystarczy, żeby przeżyć. – Ewelina bierze krem do rąk, nakłada
odrobinę na dłonie i dokładnie wciera. – Ze śluzu ślimaka,
odmładza skórę. Jak wyjdę z tego, to chociaż skórę chcę mieć
mniej zużytą niż moja psychika. Bo z tego się wychodzi, jak z
alkoholizmu czy narkomanii. Tylko trzeba chcieć. Przychodzi taki
dzień i wiesz, że to już koniec, nigdy więcej tego nie tkniesz.
Ja go ciągle tykam – śmieje się z ironią.
Ja też mam marzenia
Kasia
marzy o tym, by wyprowadzić się na drugi koniec Polski. Końcem
roku szkolnego rozmawiała z ciotką, która mieszka w Szczecinie.
Jednak do przeprowadzki nie doszło. Dwójka
z jej dzieci jest pod stałą opieką psychologa, córka ma kuratora. Ona sama nie pracuje.
z jej dzieci jest pod stałą opieką psychologa, córka ma kuratora. Ona sama nie pracuje.
- Tu
wszystko wiem, znam ludzi, sama przez lata pracowałam przecież w
OPS -ie. Z Szymkiem wyszła nadpobudliwość. Zmiana szkoły dla
dzieciaków nie jest wskazana. Starzy nie bardzo chcą, ale jak
trzeba, to przyjdą posiedzieć z dziećmi. Pyskują, ale zostają.
Tam byłabym zdana sama na siebie. Ciotka i kuzyni mają swoje życie,
swoje sprawy. Parę dni temu spotkałam taką jedną babkę w
sklepie. Zapytała, czy ją pamiętam. Jak jeszcze pracowałam w
OPS-ie, to poradziłam jej, żeby notowała każdego dnia, co mąż-kat
jej robi. Każde popchnięcie, uderzenie, szarpaninę. – Przymyka
drzwi balkonowe i mocniej naciąga na dłonie gruby turkusowy sweter.
– Na początku jak tu zamieszkałam, to czułam taki spokój kiedy
szłam w nocy do kibla. Wiedziałam, że go nie ma i już nie muszę
na niego czekać.
Magda
postanowiła zakończyć ten związek zaraz po Nowym Roku. Zależy
jej, by spędzić
z kimś Sylwestra. W zeszłym roku po raz pierwszy świętowała go w towarzystwie. Był Wiktor
i jego znajomi. Otworzyli szampana, śmiali się, było całkiem miło.
z kimś Sylwestra. W zeszłym roku po raz pierwszy świętowała go w towarzystwie. Był Wiktor
i jego znajomi. Otworzyli szampana, śmiali się, było całkiem miło.
-
Zawsze byłam sama. Zwłaszcza w takie dni. Każdy mój partner był
żonaty, bo ja miewałam tylko romanse. Nie wiem na co liczyłam, że
odejdą od tych żon. Piotr nie zdążył. Zmarł dwa lata temu. To
była miłość mojego życia, do tej pory nie mogę się otrząsnąć,
piję jeszcze więcej. Załamałam się. Staram się być codziennie
na jego grobie. Po wizycie na cmentarzu czuję takie oczyszczenie jak
po spowiedzi świętej, gdy byłam małą dziewczynką. Boje się
samotności. I ciemności. Nie boję się śmierci, bo śmierć jest
lepsza. Chcę już być po tamtej stronie, tylko co jeśli tam
niczego nie ma? - zastanawia się przez zaciśnięte ciemne od
nikotyny zęby. Wstaje, strzepuje popiół ze spodni i podchodzi do
lodówki. Wyjmuje butelkę piwa. Pije powoli, z namaszczeniem. - Musi
mi starczyć do popołudnia. Wiktor może mi da dwa złote. To
kupiłam jeszcze za pieniądze od Adriana. On jest naprawdę dobrym
człowiekiem, nie takim jak Wiktor. Ale ja potrzebuję bliskości,
lubię się do kogoś przytulić w nocy, no i dobrze gotuje, znaczy
Wiktor. Chociaż jak piję, to nie jem. Przez jakiś czas piłam
bezalkoholowe, bo tak chciał. Ja robię zawsze jak on chce. Trzeba
było udawać, że mi smakuje. Ale już mam to w dupie. Krzywdzę
tylko siebie. A o tym romansie z Piotrem to wiedziała jego żona, no
i moja mama też. Mówiła, że robię pośmiewisko z całej rodziny.
To właśnie wtedy się rozpiłam.
Największym
pragnieniem Eweliny jest odnieść sukces zawodowy. Od lat ciężko
pracuje, kończy różne szkolenia z zakresu technik tanecznych,
choreografii i kompozycji tańca. Często pracuje w weekendy. Jest
zmęczona. Jedyne czego chciałaby po powrocie to spokój.
-
Kiedyś wróciłam po 14 godzinach pracy. To ciężka praca
wyczerpująca psychicznie i fizycznie. Następnego dnia od 6 rano
miałam zaplanowane zajęcia. Musiałam przygotować jeszcze kilka
rzeczy. Sebastian czekał na mnie przed domem. „Co ty kurwo sobie
myślisz? Że możesz tak włóczyć się nocami gdzie ci się
podoba?”- wrzeszczał. Uderzył mnie w twarz, szarpał za włosy.
Krzyczał przy tym, że i tak jestem paskudna, więc mi nie
zaszkodzi. Wyrwałam się i zaczęłam biec przed siebie, najszybciej
jak potrafiłam. Biegłam tak i biegłam. Moją jedyną myślą było,
żeby biec. Oprzytomniałam kiedy znalazłam się jakieś 7
kilometrów od domu. Bez torebki, telefonu, pieniędzy. Wróciłam.
Ludziom
gęby nie zamkniesz
-
Darł się na mnie jak zobaczył walizki. Że gdzie ja idę z dziećmi
– wspomina Kasia. – „Niedaleko. Dojedziesz autobusem”,
powiedziałam. Chciał pieniądze za lodówkę, którą sprzedał jak
zamieszkaliśmy razem, za jakieś meble.
W
Rodzinnym Ośrodku Diagnostyczno Konsultacyjnym (RODK) zasugerowano
kontakt dzieci
z ojcem raz w tygodniu. Damian domagał się kontaktu z nimi, twierdząc, że matka ma zaburzenia psychiczne, a z dziećmi nie łączy ją więź emocjonalna. Katarzyna przeszła szczegółowe badania psychiatryczne.
z ojcem raz w tygodniu. Damian domagał się kontaktu z nimi, twierdząc, że matka ma zaburzenia psychiczne, a z dziećmi nie łączy ją więź emocjonalna. Katarzyna przeszła szczegółowe badania psychiatryczne.
- Od
tamtego czasu raz był u dzieci. Zeszłam z nimi na plac zabaw, gdzie
czekał. Akurat miałam taki pomarańcz na głowie, strasznie się
cieszyłam z tego, bo jak byliśmy razem to często mówił do mnie:
ty ruda pizdo. Dzieciom zmieniłam nazwisko na moje panieńskie.
Matka ma do mnie o to pretensje. Ciągle mi mówi: „ a miał być
taki najmądrzejszy, najinteligentniejszy”. Najważniejsze dla niej
jest to, co ludzie powiedzą. No a ludziom gęby nie zamkniesz.
Najbardziej
ze wszystkiego przeraża Magdę to, że mama odda ją na leczenie do
ośrodka odwykowego. Kilka lat temu częściowo ubezwłasnowolniła
ją.
Art. 16 §1 k.c. określa, że osoba pełnoletnia
może być ubezwłasnowolniona częściowo z powodu choroby
psychicznej, niedorozwoju umysłowego albo innego rodzaju zaburzeń
psychicznych. Chodzi w szczególności
o pijaństwo lub narkomanię. Magda potrafiła wówczas wypić litr wódki w samotności, cierpiała na delirium alkoholowe. Matka nie wytrzymała sytuacji i wszczęła kroki prawne przeciwko córce.
o pijaństwo lub narkomanię. Magda potrafiła wówczas wypić litr wódki w samotności, cierpiała na delirium alkoholowe. Matka nie wytrzymała sytuacji i wszczęła kroki prawne przeciwko córce.
-
Zadzwoniłam do mamy kiedyś w nocy, po tym jak ten chuj znowu mnie
uderzył. A on zaraz po mojej rozmowie wysłał do niej zdjęcia
pustych butelek po piwie. Robi ze mnie pijaczkę. Wszystkim o tym
opowiada. A ja mu jeszcze robię zasrany warkoczyk z tych jego
resztek włosów. Jak debil wygląda.
Do
lipca komornik sądowy skutecznie egzekwował alimenty zasądzone na
rzecz małoletnich dzieci Katarzyny i Damiana. We wrześniu, na
wniosek Katarzyny, wydał zaświadczenie o bezskuteczności egzekucji
świadczeń alimentacyjnych.
- Do
lipca musiał gdzieś robić. Teraz zniknął. Kiedyś koleżanki
mówiły jeszcze, że gdzieś tam go widywały. Teraz żadna nie
widziała, nic nie słyszała, nic nie wie. Raz tylko na wsi u niego
ktoś gadał, że dziewczyna, z którą się spotykał jest z nim w
ciąży. Podobno we wrześniu miała rodzić. Przecież dziecka by
nie zostawił, musi gdzieś tu być – zastanawia się Kasia. – Ja
już rozpoznaję kłamców z daleka. Teraz ten, co z nim byłam
niedawno, raz mnie okłamał. To był koniec. Nie odezwałam się
więcej, on też nie szukał kontaktu. Terapeutka mówi, że po czymś
takim będę miała ciężko.
W
ubiegłą niedzielę Kasia odwiedziła koleżankę. Podczas wizyty
między tamtą a jej mężem wywiązała się kłótnia. Zrobiło się
jej niedobrze, zaczęła się trząść i zwymiotowała.
-
Pewnie są fajni faceci, słyszy się o takich. Nie wiem. Ja takiego
nie spotkałam.
Jeśli
nadejdzie jutro
Ewelina
stawia przede mną już drugą kawę. W najmodniejszej szklance, ze
złoconą łyżeczką. Poprawia starannie ułożone dzisiejszego
ranka przez fryzjera włosy. Umówiła się na 6.30. Pan Emil
przychodzi tak wcześnie tylko dla niej. Nie chce tracić dnia, ma
mnóstwo zaplanowanych zajęć. Ani chwili wypełnionej oglądaniem
telewizji, bądź zwyczajnym nicnierobieniem.
- Ja
odpoczywam pracując. Im więcej mam pracy, tym mniej czasu na
myślenie. Bo niby o czym mam myśleć. O tym, czy dziś wieczorem
oberwę. O tym, że spieprzyłam sobie życie. Czasem przed
zaśnięciem, jeśli jeszcze mam siłę i nie zasnę od razu, myślę
jak to będzie kiedy już go zostawię. Kiedyś na pewno od niego
odejdę, kiedyś będę wolna, kiedyś przestanie mnie bić.
Odpala
już chyba dziesiątego własnoręcznie skręconego papierosa.
- Tak
jest taniej. Ale palę ich więcej, bo mniej czuję. Pewnie, że wolę
gotowe. Zaraz będę miała – mówi już z uśmiechem Magda.
Wpatruje się w drzwi wejściowe do mieszkania, brązowe, całkiem
zwyczajne i trochę odrapane. – Przyjdzie Aśka, moja kumpela. Ona
jest taka śliczna. – Pokazuje jedno z instagramowych zdjęć, z
których figlarnie spogląda młoda szatynka. – Była wczoraj.
Całowałyśmy się. Nie jestem lesbijką. Ale jak przychodzi Aśka
to wszystko może się zdarzyć.
-
Dzieci pedagogów są ułożone. Wystarczą proste zasady. To są
dzieci z normalnych domów, a nie takich z deficytami. – usłyszała
wczoraj Kasia od wychowawczyni Szymka.
-
Wkurwiona jestem. Wyszłam. Kupiłam prezenty na mikołajki. Na nic
nie mam czasu. – mówi obojętnym tonem poprawiając narzutę na
przepalonej papierosem kanapie.
Tydzień
po naszej rozmowie Magda rozstała się z Wiktorem. Jeszcze przed
Nowym Rokiem. Zadzwoniła do mnie i zapytała, czy dobrze zrobiła.

Komentarze
Prześlij komentarz