Anoreksja, bulimia czy zrównoważona dieta?

Anoreksja, bulimia czy zrównoważona dieta?










Współczesna telewizja zaskakuje mnie, zadziwia, rozczarowuje, daje wybór. Zawęża horyzonty, potrafi sprawić, iż patrzę i własnym oczom nie wierzę – obrażam się na nią. Po czym powracam jako marnotrawna córka. I tak w kółko. Do zwariowania. Niczym polskie Pendolino. Ach, cóż za wizje przed klientelą roztaczało. Szybko, komfortowo, racjonalne koszty, a zyski o wiele wyższe. Dwa razy się przejechałam. Warszawa-Kraków. Gdańsk-Katowice. Do dziś zdania nie mam.
A z komunikacją sprawa zdecydowanie prostsza niż z telewizją. Moralnie mnie nie okradnie, światopoglądu nie upośledzi, jedynie pendo-show jacyś "normalsi' zaserwują. Można się przesiąść jak drażni. Telewizję wyłączyć – ktoś podpowie. Z dzisiejszym pilotem sytuacja dużo bardziej się komplikuje.


Dawno temu, przed nowymi mediami, wielkimi plazmami, wszystko było dużo łatwiejsze. Czasem mam wrażenie, że jestem jak ten stary Neptun, gdzie Wielka Gra, Koncert Życzeń i Bareja dyktowali warunki. Wyboru dużego nie było, ale ile frajdy, emocji. Być może ja prosta kobieta jestem. Zastanawiam sie nad tym. Jak i nad współczesna telewizją. Nie wiem z której strony ją ugryźć. Czy w ogóle wkładać do paszczy medialnej. A jeśli z głodu zasłabnę? Dlaczego ja? Przejdę zatem do rozważań.
To się zaczęło od "Big Brothera", tzw. nowa telewizja. Tamta była stara.... Ja pewnie też jestem. Pierwszy reality show oglądałam z ciekawością, jak małe dziecko, które próbuje chipsów i coli. Ojjj, spodobało mi się. Stałam się i ja podglądaczką, lubiłam sobie na czyjeś życie zerknąć, moje kręciło się wokół zupek i pieluch tetrowych. Seks w jacuzzi na żywo! Takie rzeczy! Ale oglądałam z zapartym tchem. Któż nie spojrzał choć raz, niechaj pierwszy rzuci pilotem. Aaa, no właśnie... Pola do wyobraźni sceny te nie pozostawiały widzowi, ale było o czym porozmawiać przy piaskownicy. Ekscytujące, jednakże odzierające z myślenia. Wszystko gotowe do spożycia, podane na tacy, niczym wielki indyk z farszem-niespodzianką. Byleby się tylko nie udławić.
Kiedyś może nie wszystkie seriale i programy wzbogacały wiedzą, ale pozwalały marzyć. "Beverly Hills 90210" dla nastolatki mieszkającej na polskiej wsi, gdzie atrakcje ograniczały się do beztroskiej jazdy po drogach na rowerze i piątkowych ziemniaków z popiołu, było jak lot w kosmos. Wyobrażałam sobie,że jestem blond pięknością z kolorowym plecakiem i w szkole mam własną szafkę na książki. Popołudniami spotykam się ze starszym chłopakiem, który ma własny samochód, i całujemy się w nim do upadłego w kinie samochodowym. Tamta telewizja pozwalała uciec w świat fantazji, niedostępny dla niezbyt urodziwego dziewczęcia, które na domiar nieszczęścia było kujonem. A w niedzielne poranki Ania z Avonlea pozwalała uwierzyć, że kiedyś mój los się odmieni. Jak już będę dorosła.
Po pierwszym zachwycie reality show przyszła pora na "M jak miłość" – to była taka nasza rodzinna saga. W poniedziałkowe i wtorkowe wieczory zasiadałam wraz z synem na kanapie, by obejrzeć kolejne perypetie Mostowiaków. Dopóki scenarzyści nie wpletli w ich rodzinne życie nadmiaru wątków kryminalnych. Potem nazwaliśmy serial "M jak morderstwo", a tego rodzaju klimaty w rodzinny wieczór to niekoniecznie...
Kuba Wojewódzki. Inteligentny facet. Wykreował swój wizerunek. Chamstwo, brak taktu, wulgaryzmy – przyciągały widownię. Czy gdyby był milusi to też by miał jednakową oglądalność? Do tego wygląda jak uczeń liceum. Kult młodości. Tego pragną odbiorcy. Świetnie wyglądających aktorów czy prowadzących programy.
Zaprzestałam oglądać telewizję na długi czas. Jedynie programy śniadaniowe i muzyczne rozbrzmiewały w moim domu, niezobowiązująco mogłam sobie je włączać i słuchać wybiórczo nawet będąc w kuchni czy łazience. Bardzo wygodna forma. Na dźwięk programów informacyjnych, kolejnych dram z udziałem rodzin ze 100-letnimi tradycjami - zmieniałam szybko kanał lub kończyłam sesję.
Moja obraza na telewizję trwała przez wiele lat. Niedawno postanowiłam dać jej kolejną szansę. I poznać na nowo. Jest między nami różnie. Staram się wybierać programy, które oglądam. Czasem, z racji przyszłego zawodu, zerkam też tam, gdzie wcale bym nie chciała. Panuje trend "normalsów", pościg za sensacją, kogo więcej, kto bardziej zaszokuje. "Bardziej być niż mieć". Cóż takie czasy, sama im trochę uległam. Tak sobie balansuję w tej medialnej kuchni
i naprawdę ciężko mi utrzymać zbilansowana dietę.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

NIE DLA ZAOSTRZENIA USTAWY ANTYABORCYJNEJ