Do piekła pójdę po jeden łyk miłości

Do piekła pójdę po jeden łyk miłości




To było tak, że ciężko byłoby mi wymienić lepszą rzecz niż zmiana świadomości”.

Historia uzależnienia Magdy zaczęła się tak wcześnie, jak tylko sięga jej pamięć. Nie maczała języka w niedopitych kieliszkach z wódką pozostawionych o poranku po „dorosłych” imprezach na kuchennym stole, rodzice nie dawali posmakować kosztowanych trunków. Alkohol był dla niej napojem, po który osoby nieletnie sięgać nie mogą, bo to grzech. Miała swój bezpieczny świat, z jasną definicją zła, które bardziej znała z opisów książkowych niż z życia. Dzieciństwo pod kloszem, zamknięte w bańce mydlanej. Jeśli czasem coś niedobrego odbijało się w tej bańce, Magda była przekonana, że jest to straszliwe, ale to tylko iluzja. Świat nie jest przecież zły. Wycieczki w krainę książkowych przeżyć, fantazji i wyobrażeń to było jej uzależnienie, ucieczka od rzeczywistości, odkąd potrafiła myśleć stała się uzależniona, świat książek spotęgował ten stan. Zmiana świadomości.... Czekała na ten moment, kiedy tylko zostanie sama. Miała swoją kryjówkę, gdy samotności było zbyt mało. Gdy ludzi wokół było za dużo, jej było coraz mniej. Mimo wykreowanego świata było coś z czym nie potrafiła się uporać.

Alkoholiczka to określenie, które przywołuje na myśl szereg negatywnych skojarzeń: zaniedbana, smutna kobieta z depresją, zdradzana żona, nieszczęśliwa matka, osoba bez pasji, pomysłu na samorealizację, pozbawiona przyjaciół, leżąca w cuchnącej pościeli z butelką czegoś mocniejszego na znieczulenie. Bardzo rzadko kojarzona z chorobą. Jak każda choroba zaakceptowana oficjalnym wpisem do rejestru Światowej Organizacji Zdrowia, Zespół Uzależnienia od Alkoholu posiada swój opis, kryteria diagnostyczne oraz metody leczenia. Niestety nadal największym kryterium tej przypadłości jest wstyd bądź przypisywanie sobie nadludzkich i heroicznych cech, które spowodowały Zespół Uzależnienia od Alkoholu. Jesteśmy tacy sami, kupujemy rano bułki w osiedlowym sklepie, zaprowadzamy dzieciaki do przedszkola, pędzimy zatłoczonym tramwajem do pracy na 7.00, śpimy do południa, bo mamy depresję albo totalne nic do zrobienia, śmiejemy się w głos w środku pochmurnego dnia, bo jesteśmy tacy rozrywkowi i towarzyscy, kupujemy czekoladki do porannej kawy, by wszystkim w biurze było przyjemnie, gotujemy na obiad coraz wymyślniejsze dania, zamawiamy na allegro nowy wiosenny komplet pościeli, wieczorem odwiedzamy znajomych i popijając czerwone wino jesteśmy już gdzie indziej, albo mamy wszystko w dupie, i wstyd i heroizm, już od rana popijając setkę. Nie będzie tu nic o bohaterstwie, o przegranym życiu, nieodwracalnym upodleniu. Będzie o normalnych kobietach, które myślały, że są najgorszymi ludźmi na świecie.

Mam na imię Dorota i jestem alkoholiczką”. Od tych słów jedna z moich bohaterek rozpoczyna opowieść o swojej chorobie. Siedzimy wieczorem w przytulnej kawiarni. O kobietach uzależnionych od alkoholu wiem już dużo, więc nie dziwi mnie wiele rzeczy. Dorota to pełna energii, roześmiana kobieta. Ma fantastyczną rodzinę, szczęśliwe życie, przyjaciół i jeszcze mnóstwo pomysłów na życie „emerytki”. Na emerytkę nie wygląda, zadbana, szczupła, z delikatnym makijażem podkreślającym jej kobiecą urodę. Zupełnie nie alkoholiczka. Ale właśnie, czy ta choroba to jakieś piętno, które ma się odbijać na zmęczonej twarzy, wyniszczonym ciele, smutnym spojrzeniu pełnym niespełnionych nadziei i rozczarowań. Dorota tłumaczy: „To właśnie na terapii dowiedziałam się, że przede wszystkim liczę się ja, ja-Dorota, ja-Człowiek, ja-Kobieta. Oczywiście, muszę mieć świadomość choroby, która będzie mi towarzyszyć do końca życia, ale najpierw jestem Dorotą, potem alkoholiczką. Przed rozpoczęciem terapii myślałam, że jest odwrotnie, że to mój alkoholizm jest na pierwszym planie. Ale przecież to ja powinnam być najważniejsza. Przez to,że nie byłam dla siebie na pierwszym miejscu znalazłam sobie przyjaciela, który nie krytykował, zawsze przypominał o tym jaka jestem przebojowa, ile mogę osiągnąć, jak bardzo w duecie z nim jestem lubiana, bez niego już nie. Przyjaciel alkohol. To jak toksyczny partner. Daje Ci gotowe rozwiązania, odpowiedzi, wszystko załatwia podstępnie dla Twojego dobra. Jeśli nie potrafisz się bronić, masz kompleks niższości, szybko Cię uzależni od siebie, będzie się świetnie bawił z Tobą, zwłaszcza wtedy gdy już nic nie będziesz pamiętać,a potem, kiedy będziesz leżeć na tzw. kacu roześmieje Ci się prosto w twoją zmęczoną twarz. Spójrz kim jesteś beze mnie. Słabą, zmęczoną, niezdolną dożycia osóbką. Ze wstydem idziesz do łazienki, nie spoglądasz w lustro, bierzesz prysznic. Jest trochę lepiej. Mówią, by uzupełniać potas i elektrolity, uzupełniasz. Przecież dajesz radę bez niego...”
Bożena przysłuchuje się naszej rozmowie i kiwa ze zrozumieniem głową. Jej historia różni się od opowiadania Doroty, ale przyjaciel był ten sam. Dawał emocje, pomagał zapomnieć, czuć mniej, gdy uczuć było za dużo, dawał bezpieczeństwo, bodziec do działania, gdy już nic nie było warto. Przecież od tego są przyjaciele. „Alkohol pozwalał mi się odprężyć, mogłam marzyć bez czerwonego światła, ograniczeń , kontroli. Abstrakcyjne marzenia zastępowały mi nieudane życie.
Im bardziej oddawałam się marzeniom, tym bardziej mój rzeczywisty świat stawał się odległy i rozmyty. Kieliszek daje fałszywe poczucie panowania nad swoim życiem, emocjami, słowami, początkowo nawet mylimy,że kontrolujemy ilość wypijanego alkoholu. Ta choroba zbliża się do nas powoli. Z uśmiechem na twarzy, obietnicą lepszego jutra, uleczeniem wszystkich bolączek.”
Teraz już wiem, że alkoholizm to choroba. Każdy uzależniony będzie do końca życia alkoholikiem, czyli kimś, kto nie potrafi pić alkoholu w sposób kontrolowany. Tylko, że to naprawdę jest taka fajna choroba. Nie jest wyrokiem, można cieszyć się życiem przez długie lata, nie potrzeba leków by funkcjonować. Ze wszystkich chorób jakie się przytrafiają ludzkości, ta naprawdę może dać szczęście. Szczęśliwy alkoholik – kiedyś myślałam, co za wariackie określenie. Dziś sama jestem szczęśliwą alkoholiczką i im dłużej trwa moje uzależnienie, tym więcej rozumiem i jestem silniejsza. Na każdym mytingu dostaję darmowe, fajne recepty” - tak podsumowuje uzależnienie od alkoholu Dorota.

Jestem sparaliżowana, bo większość czasu zajmuje mi rozkminianie, czy to, co czuje, na pewno jest tym, co czuję (...)”




Obie moje rozmówczynie to naprawdę szczęśliwe kobiety, oczywiście każda na inny sposób, bo są inne , ale w walce z nałogiem każdy z nas będzie taki sam.
Różnicę między pijaństwem a alkoholizmem w oryginalny sposób określa stare francuskie powiedzenie: "pijak mógłby przestać pić, gdyby chciał - alkoholik chciałby przestać pić, gdyby mógł".

„O uzależnieniu mówi się że jest chorobą demokratyczną, ponieważ uzależniają się bardzo różni ludzie, bez względu na płeć, wiek, wykształcenie czy status materialny i społeczny. Jednak wraz z rozwojem uzależnienia wszystkie te osoby stają się do siebie podobne. Stają się nadmiernie zależne, mają niską odporność na frustrację, poczucie izolacji, wysoki poziom lęku w kontaktach interpersonalnych, poczucie winy, zmienny stosunek do autorytetów, niską samoocenę bądź
poczucie wielkości. Z czasem alkohol lub inne substancje stają się najpoważniejszym, a niekiedy jedynym źródłem osiągania pozytywnych stanów emocjonalnych” - twierdzi specjalistka psychoterapii uzależnień. „Osoby uzależnione mogą prowadzić szczęśliwe i zdrowe życie pod warunkiem, że będą się całkowicie wystrzegać używania substancji chemicznych zmieniających nastrój. Alkoholizm jest chorobą postępującą, przewlekłą i śmiertelną, a także nieuleczalną. Z chorobą tą można nauczyć się żyć, ale już nigdy powrócić do picia kontrolowanego i bezpiecznego. - To raz i na zawsze zostało uszkodzone”.




To była tęsknota.
I kiedy się upijałam, to łatwiej było mi się do tego dostać i trochę zaczynało mi się kręcić w głowie, i czułam się bardziej pewna siebie (...)”
Magda dopóki nie poszła na terapię myślała, że skoro w sposób kontrolowany sama na kilka miesięcy odstawiła używki alkoholowe, to i w sposób kontrolowany do picia powróci. W okresach chwilowej trzeźwości, utwierdzała się tylko w przekonaniu, że to ona panuje nad wszystkim, sama, bez terapeuty, spotkań, pomocy. Po stanach abstynencji wracała do spożywania alkoholu w ilościach i gatunkach odpowiednich dla niej. „Sama przed sobą szukałam wymówek i usprawiedliwienia. Ostatnim razem nie służyła mi wódka, to teraz będzie rum z colą. Urwany film po rumie, pewnie trzeba sączyć wolniej i może teraz czerwone wino. Po winku amnezja, za dużo naraz po takiej przerwie. Dawkować po jednym kieliszku, aż organizm nabędzie wprawy. Udało się parę razy zapamiętać imprezę, znaczy organizm przygotowany, zaopatrzony w system obronny. Czyli znowu można i rum i wódeczkę. Nie udało się za którymś razem, byłam wściekła na siebie, gdyż miałam się za mistrzynię kontroli i planowania. I nigdy się nie poddawałam, zawsze realizowałam zamierzone cele. Znowu kilka miesięcy przerwy, przecież to dla mnie żaden problem. Uzależnienie od alkoholu? Od wszystkiego po kolei, ale na pewno nie jestem alkoholiczką. Choć codziennie rano w drodze do pracy mijałam jedną panią, zaniedbaną, brudną z tanim trunkiem w dłoni i twarzą czerwoną jak burak ćwikłowy. Patrząc na nią czasem widziałam siebie za lat dwadzieścia. I spoglądałam w lustro, twarz jasna, elegancka fryzura, uśmiech na twarzy, wysokie ambicje, dobry alkohol. Ja alkoholiczka? Nigdy. Mam wszystko pod kontrolą, nawet okresy picia i trzeźwienia, a że czasem coś się wymknie, każdemu się zdarza”. Magdzie nie udało się dołączyć do naszego spotkania przy kawie z Dorotą i Bożeną. Zaprosiła mnie do siebie do domu kolejnego dnia o godz. 22.30. „Wtedy mogę spokojnie usiąść i porozmawiać” - rzuciła do słuchawki.

Wszystko kurwa najlepiej, wszystko ma być tip-top. Musisz jeszcze sprawdzić, powtórzyć, przejrzeć. Prawie trzydzieści lat z zaciśniętym zwieraczem. A jak potem leżę pod kołdrą i przełączam kanały przez dwie i pół godziny, i pierdolę, nie robię, myślę, to i tak czuję, że powinnam raczej czytać Epikteta w ramach rozwoju osobistego”.

Ze względu na odmienność biochemiczną spożycie tej samej ilości alkoholu przez mężczyznę i kobietę powoduje u kobiety większą koncentrację alkoholu we krwi, a tym samym wyraźniejsze objawy zatrucia. Związane jest to głównie z proporcjonalnie większą ilością tłuszczu oraz mniejszą ilością wody w organizmie kobiety. Ta sama ilość alkoholu zostanie więc rozpuszczona w mniejszej ilości wody, co z kolei spowoduje, że będzie on bardziej stężony we krwi kobiety. Efekt jest zawsze znacząco mocniejszy. Kobieta o tej samej masie ciała co mężczyzna po wypiciu standardowego drinka otrzymuje o 40% więcej alkoholu niż mężczyzna” - twierdzi terapeutka odnosząc się do przeprowadzonych badań.
Dlatego organizm kobiety uzależnia się szybciej. „Detoks zafundowałam sobie w domu, tak żeby nikt nie wiedział, nawet rodzina. A przecież wszyscy wiedzieli. Od zawsze. To była tylko taka zmowa milczenia, ja się staram zachowywać przyzwoicie, jak setki innych kobiet w tym mieście, a oni nie widzą problemu. Choroba rozwijała się latami, a ja próbowałam nad nią panować. Czasem zdarzyło mi się po drinku odebrać syna z treningu piłki nożnej, ale to był przecież piątek wieczorem. Każdy po ciężkim tygodniu ma prawo o tej porze się rozluźnić. Zwłaszcza jak mąż przez cały tydzień pracuje w odległym mieście i cały dom był na mojej głowie. Chciał wracać do miłego, przytulnego domu, uśmiechniętej żony, brylującej w towarzystwie. W każdy weekend wychodziliśmy ze znajomymi do lokalu lub na tzw. domówki. Przed zabawą dla kurażu wypijałam w domu parę lampek. To dodawało mi odwagi, poczucia, że jestem kimś lepszym”. Patrząc na Dorotę, nie mogłam uwierzyć, że ta pewna siebie, zadbana kobieta, miała kiedyś problemy z samoakceptacją. „Jako jedyna po tych spotkaniach nie pamiętałam nic. Ale miałam status wyluzowanej babki. Od zawsze zależało mi na akceptacji otoczenia. Już w liceum wybierałam sobie towarzystwo z elitarnych rodzin, by podbudować swoje samopoczucie. Przynależność do dobrej „paczki” dawała mi satysfakcję. Jeździłam z nimi na wszystkie imprezy, kupowałam dobry alkohol i papierosy, nie miało znaczenia skąd zdobędę na to pieniądze, jak wrócę nad ranem do domu. Po prostu musiałam być jak oni. Zawsze musiałam być jak reszta tego rozrywkowego towarzystwa. W pracy perfekcjonistka, zaraz po zmianie biegłam do Żabki po pół litra, ta świadomość pozwalała mi przetrwać i wypełniać swoje obowiązki niczym idealna pracownica. Wszystko do czasu.”
Bo to wszystko nie może trwać w nieskończoność” - przytakuje Bożena. „Ja starałam się przypodobać mojej matce. Odkąd pamiętam krytykowała mnie, czułam się gorsza, niekochana. Teraz wiem, że chciała dla mnie dobrze, miała nadzieję, że słowami krytyki zmotywuje mnie do działania, aspiracji, bycia lepszą. Wyszło inaczej. By być idealną, matką, córką i żoną najpierw wypijałam dziennie jednego drinka. Obiad gotowało się przyjemniej, sprzątanie szło szybciej, ja zrelaksowana pani domu. Były mąż w towarzystwie lubił błyszczeć, był gwiazda wieczoru, ja siadałam sobie gdzieś cichutko w kącie i wychylałam kieliszek za kieliszkiem, by nie denerwować się jego zachowaniem. Na każdy wypity łyk alkoholu miałam usprawiedliwienie. Po latach, podczas terapii, dowiedziałam się, by nie szukać usprawiedliwienia, a starać się odnaleźć źródło problemu. Nie byłam asertywna, nie potrafiłam żyć według własnego schematu, cierpiałam na brak akceptacji i miłości. Po jakimś czasie by uporać się z domowymi obowiązkami potrzebowałam już dwóch drinków, potem trzech, czterech... i wszystko zaczęło się wymykać spod kontroli. Narastały we mnie emocje, to był lek na ich stonowanie, przyćmienie. Piłam na spotkaniach rodzinnych dopóki nie urwał mi się film, potem czekałam aż wszyscy wyjdą i piłam dalej sama.”
Słuchając opowieści moich bohaterek aż trudno uwierzyć, że kiedykolwiek czuły się niekochane, niepotrzebne i nieszczęśliwe. Nawet o wspomnieniach sprzed lat opowiadają lekko, od czasu do czasu dorzucając zabawny komentarz. Jakby tamto, nie było ich. Osoba uzależniona od alkoholu ma dwa życia, pierwsze kiedy pije i drugie – na trzeźwo. To dopiero jest fajne.

Nie no, to jest w ogóle najgorsze w tym wszystkim.
To, że trzeba czuć, i to, że twoje uczucia wydaja ci się kompletnie niewłaściwe.”


Istotny wpływ na szybszy rozwój uzależnienia u kobiet oraz na zwracanie się po pomoc mają czynniki socjokulturowe, bowiem w wielu społeczeństwach kobieta: jest osobą odpowiedzialną za dom i wychowanie dziecka, a wiec za jakość życia rodzinnego; staje przed innymi niż mężczyzna wymaganiami moralnymi i etycznymi oraz inne są względem niej oczekiwania; nie jest akceptowana jako osoba pijąca, co determinuje staranne ukrywanie picia, późniejsze uświadomienie sobie problemu oraz odwlekanie decyzji dotyczącej zwrócenia się po pomoc; szybciej niż mężczyzna wypada z ról społecznych (bardziej widoczne są zaniedbania spowodowane piciem); zdarza się, ze pije w związku z zachowaniami partnera (niejednokrotnie jest to picie z partnerem spowodowane uległością, chęcią niedopuszczenia, żeby się upił itp.); szybciej niż mężczyzna jest odrzucana przez otoczenie i szybciej się stacza. Mówi się, że na dziesięciu żonatych mężczyzn leczących się z powodu alkoholizmu małżeństwo jednego z nich kończy się rozwodem, a na dziesięć leczących się zamężnych kobiet małżeństwo nie ulega rozpadowi w jednym tylko przypadku” - relacjonuje specjalistka psychoterapii uzależnień, zapytana o różnice dotyczące choroby i jej przebiegu u mężczyzn i kobiet.
Przy tej kawie z Bożeną i Dorotą, powiedziałyśmy sobie więcej niż większość koleżanek na zakrapianych imprezach. Sama byłam zdziwiona, że zamiast tylko wypytywać, opowiedziałam im trochę o sobie. Bożena nadal boi się nowości, ale podejmuje wyzwania. Potrafi odmawiać, już nie szuka akceptacji za wszelka cenę. Dorota z niedowierzaniem wspomina czasy, kiedy smarowała dziąsła alkoholem, by jej bliscy myśleli, że była na dobrej imprezie i świetnie się bawiła. Już wie, że jej wartość zależy od niej samej, a nie od ilości odhaczonych spotkań czy znajomych.



Od kobiet zawsze oczekiwało się więcej i lepiej. Więcej zniesie, lepiej posprząta, otoczy dzieci większą opieką i miłością, da dobry przykład w pracy, szkole, na spotkaniu towarzyskim. Będzie po całym dniu zadbana i wypoczęta. Jako dziecko przyniesie najlepsze oceny, wróci z piaskownicy w czystej sukience. I szybciej niż reszta zwariuje” - kwituje ze śmiechem Magda w swoim salonie. Dochodzi prawie północ, moja rozmówczyni dolewa sobie już dzisiaj siódmą kawę, ja proszę o zielona herbatę. „Piję w cholerę tej kawy, to jeszcze nawyk z tamtego życia. Chciałam być idealna, ze wszystkim zdążyć, mieć perfekcyjny dom, wyszorowany środkiem odkażającym trzy razy w tygodniu, obiad z dwóch dań, świetną pracę, zadbane dzieci i męża zakochanego we mnie do szaleństwa. Nie mam nic. Zaczynam wszystko od zera. Dlatego ciągle jestem w biegu, nadrabiam stracone życie. Na walce o miłość, której nigdy nie dostałam. O sterylną czystość w domu, aż skóra na rękach pękała do krwi. O czas dla rodziny, który zawsze był co do minuty zaplanowany. O bycie gwiazdą w towarzystwie. Pracownicą roku. Koleżanką z orderem uśmiechu. Ukochaną córką. Sama dla siebie byłam nikim. Chyba, że wypiłam wódkę, rum, wino. W zależności jaki aktualnie zestaw był zaplanowany. Czułam się wtedy kimś wyjątkowym, kto zasługuje na wszystko. Nikt nie wiedział, że mam problem z nadużywaniem alkoholu. W pracy zawsze byłam trzeźwa. Nigdy nie piłam rano. Nigdy byle czego. Byłam lepsza od tej kobiety z twarzą buraka ćwikłowego. Tylko ona chyba wiedziała, że jest uzależniona, wszyscy wokół niej wiedzieli, ona nie potrafiła przestać. Pragnienie zmiany stanu świadomości było silniejsze.” Magda tylko na moment zapatrzyła się w dal, jakby chcą przypomnieć sobie tę kobietę. Przez jeden ułamek zobaczyłam w jej oczach strach. Normalnie to pełna energii i radości życia osoba.










-Pani psycholog, jakie jest Pani spojrzenie na potrzebę miłości, poczucie osamotnienia w świetle uzależnienia od alkoholu?
-Przy pomocy alkoholu lub narkotyków osoba uzależniona próbuje opanować swój lęk egzystencjalny, potrzebę odczuwania przyjaźni, miłości i ufności, potrzebę odczuwania znaczenia, celu i sensu życia. Kiedy przestaje działać chemia pojawia się coraz większe osamotnienie, cierpienie powoduje silne pragnienie uwolnienia się, ale równocześnie w myślach krąży to cudowne wspomnienie ulgi po kolejnej dawce alkoholu lub narkotyków. Alkohol lub inny narkotyk staje się najważniejszą relacją w życiu. O samotności pisze również Erich Fromm. Twierdzi, że poczucie osamotnienia stanowi źródło wszelkiego niepokoju. Osoby uzależnione szukają ucieczki przed samotnością w środkach psychoaktywnych, ale po zakończeniu ich działania czują się jeszcze bardziej samotne. Pojawia się potrzeba zażywania z coraz większą częstotliwością i siłą.


To przyszło do mnie we śnie.


Opowiedziałam jej wszystko tak, jak wam zaraz opowiem.
Słuchała z zainteresowaniem, jak zawsze.
Kiedy skończyłam, w dalszym ciągu rozświetlona, powiedziała:
-No właśnie, bo jak pani tutaj weszła, to pierwsze, co pomyślałam, to że ma pani romans.
Miała rację.”






Cieszę się, że mogłyśmy sobie tu z Tobą, Aga, tak pogadać. Bo my jesteśmy szczęśliwe alkoholiczki. No nie patrz tak na nas, to naprawdę taka fajna choroba”. Patrzę z uśmiechem, bo wiem, że to szczęśliwe kobiety, spełnione, doświadczone życiową mądrością, z błyskiem radości w oczach za fajne dzisiaj i nadzieją na fajniejsze jutro.



Wiesz, Agnieszka, ja się po prostu wystraszyłam” - kontynuuje opowieść ponownie patrząc wesoło w moja stronę. „Tyle mam jeszcze planów, tyle marzeń, a tak wiele czasu straciłam. W momencie kiedy zdecydowałam się stanąć na nogi po toksycznym związku, bałam się, że mój kumpel Alko, wszystko mi zepsuje. Że będę znowu z nim sobie trzaskać szklaneczkę za szklaneczką, okłamywać wszystkich wokół, że dlatego mnie wzięło, bo nic nie jadłam, że to ze zmęczenia, bo za dużo obowiązków. I w jednym ułamku sekundy postanowiłam tę przyjaźń zakończyć. I nie żałuję. Teraz zaczynam przyjaźnić się sama ze sobą. Nawet zaczynam się w sobie zakochiwać. Już nie mam pragnienia miłości”.


Agnieszka Małgorzata Berny


























W reportażu wykorzystano fragmenty książki Malgorzaty Halber „Najgorszy człowiek na świecie”

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

NIE DLA ZAOSTRZENIA USTAWY ANTYABORCYJNEJ