Do piekła pójdę po jeden łyk miłości
„To było tak, że
ciężko byłoby mi wymienić lepszą rzecz niż zmiana świadomości”.
Historia
uzależnienia Magdy zaczęła się tak wcześnie, jak tylko sięga
jej pamięć. Nie maczała języka w niedopitych kieliszkach z wódką
pozostawionych o poranku po „dorosłych” imprezach na kuchennym
stole, rodzice nie dawali posmakować kosztowanych trunków. Alkohol
był dla niej napojem, po który osoby nieletnie sięgać nie mogą,
bo to grzech. Miała swój bezpieczny świat, z jasną definicją
zła, które bardziej znała z opisów książkowych niż z życia.
Dzieciństwo pod kloszem, zamknięte w bańce mydlanej. Jeśli czasem
coś niedobrego odbijało się w tej bańce, Magda była przekonana,
że jest to straszliwe, ale to tylko iluzja. Świat nie jest przecież
zły. Wycieczki w krainę książkowych przeżyć, fantazji i
wyobrażeń to było jej uzależnienie, ucieczka od rzeczywistości,
odkąd potrafiła myśleć stała się uzależniona, świat książek
spotęgował ten stan. Zmiana świadomości.... Czekała na ten
moment, kiedy tylko zostanie sama. Miała swoją kryjówkę, gdy
samotności było zbyt mało. Gdy ludzi wokół było za dużo, jej
było coraz mniej. Mimo wykreowanego świata było coś z czym nie
potrafiła się uporać.
Alkoholiczka
to określenie, które przywołuje na myśl szereg negatywnych
skojarzeń: zaniedbana, smutna kobieta z depresją, zdradzana żona,
nieszczęśliwa matka, osoba bez pasji, pomysłu na samorealizację,
pozbawiona przyjaciół, leżąca w cuchnącej pościeli z butelką
czegoś mocniejszego na znieczulenie. Bardzo rzadko kojarzona z
chorobą. Jak
każda choroba zaakceptowana oficjalnym wpisem do rejestru Światowej
Organizacji Zdrowia, Zespół Uzależnienia od Alkoholu posiada swój
opis, kryteria diagnostyczne oraz metody leczenia. Niestety nadal
największym kryterium tej przypadłości jest wstyd bądź
przypisywanie sobie nadludzkich i heroicznych cech, które
spowodowały Zespół Uzależnienia od Alkoholu. Jesteśmy tacy
sami, kupujemy rano bułki w osiedlowym sklepie, zaprowadzamy
dzieciaki do przedszkola, pędzimy zatłoczonym tramwajem do pracy na
7.00, śpimy do południa, bo mamy depresję albo totalne nic do
zrobienia, śmiejemy się w głos w środku pochmurnego dnia, bo
jesteśmy tacy rozrywkowi i towarzyscy, kupujemy czekoladki do
porannej kawy, by wszystkim w biurze było przyjemnie, gotujemy na
obiad coraz wymyślniejsze dania, zamawiamy na allegro nowy wiosenny
komplet pościeli, wieczorem odwiedzamy znajomych i popijając
czerwone wino jesteśmy już gdzie indziej, albo mamy wszystko w
dupie, i wstyd i heroizm, już od rana popijając setkę. Nie będzie
tu nic o bohaterstwie, o przegranym życiu, nieodwracalnym upodleniu.
Będzie o normalnych kobietach, które myślały, że są
najgorszymi ludźmi na świecie.
„Mam
na imię Dorota i jestem alkoholiczką”. Od tych słów jedna z
moich bohaterek rozpoczyna opowieść o swojej chorobie. Siedzimy
wieczorem w przytulnej kawiarni. O kobietach uzależnionych od
alkoholu wiem już dużo, więc nie dziwi mnie wiele rzeczy. Dorota
to pełna energii, roześmiana kobieta. Ma fantastyczną rodzinę,
szczęśliwe życie, przyjaciół i jeszcze mnóstwo pomysłów na
życie „emerytki”. Na emerytkę nie wygląda, zadbana, szczupła,
z delikatnym makijażem podkreślającym jej kobiecą urodę.
Zupełnie nie alkoholiczka. Ale właśnie, czy ta choroba to jakieś
piętno, które ma się odbijać na zmęczonej twarzy, wyniszczonym
ciele, smutnym spojrzeniu pełnym niespełnionych nadziei i
rozczarowań. Dorota tłumaczy: „To właśnie na terapii
dowiedziałam się, że przede wszystkim liczę się ja, ja-Dorota,
ja-Człowiek, ja-Kobieta. Oczywiście, muszę mieć świadomość
choroby, która będzie mi towarzyszyć do końca życia, ale
najpierw jestem Dorotą, potem alkoholiczką. Przed rozpoczęciem
terapii myślałam, że jest odwrotnie, że to mój alkoholizm jest
na pierwszym planie. Ale przecież to ja powinnam być najważniejsza.
Przez to,że nie byłam dla siebie na pierwszym miejscu znalazłam
sobie przyjaciela, który nie krytykował, zawsze przypominał o tym
jaka jestem przebojowa, ile mogę osiągnąć, jak bardzo w duecie z
nim jestem lubiana, bez niego już nie. Przyjaciel alkohol. To jak
toksyczny partner. Daje Ci gotowe rozwiązania, odpowiedzi, wszystko
załatwia podstępnie dla Twojego dobra. Jeśli nie potrafisz się
bronić, masz kompleks niższości, szybko Cię uzależni od siebie,
będzie się świetnie bawił z Tobą, zwłaszcza wtedy gdy już nic
nie będziesz pamiętać,a potem, kiedy będziesz leżeć na tzw.
kacu roześmieje Ci się prosto w twoją zmęczoną twarz. Spójrz
kim jesteś beze mnie. Słabą, zmęczoną, niezdolną dożycia
osóbką. Ze wstydem idziesz do łazienki, nie spoglądasz w lustro,
bierzesz prysznic. Jest trochę lepiej. Mówią, by uzupełniać
potas i elektrolity, uzupełniasz. Przecież dajesz radę bez
niego...”
Bożena
przysłuchuje się naszej rozmowie i kiwa ze zrozumieniem głową.
Jej historia różni się od opowiadania Doroty, ale przyjaciel był
ten sam. Dawał emocje, pomagał zapomnieć, czuć mniej, gdy uczuć
było za dużo, dawał bezpieczeństwo, bodziec do działania, gdy
już nic nie było warto. Przecież od tego są przyjaciele. „Alkohol
pozwalał mi się odprężyć, mogłam marzyć bez czerwonego
światła, ograniczeń , kontroli. Abstrakcyjne marzenia zastępowały
mi nieudane życie.
Im
bardziej oddawałam się marzeniom, tym bardziej mój rzeczywisty
świat stawał się odległy i rozmyty. Kieliszek daje fałszywe
poczucie panowania nad swoim życiem, emocjami, słowami, początkowo
nawet mylimy,że kontrolujemy ilość wypijanego alkoholu. Ta choroba
zbliża się do nas powoli. Z uśmiechem na twarzy, obietnicą
lepszego jutra, uleczeniem wszystkich bolączek.”
„Teraz
już wiem, że alkoholizm to choroba. Każdy uzależniony będzie do
końca życia alkoholikiem, czyli kimś, kto nie potrafi pić
alkoholu w sposób kontrolowany. Tylko, że to naprawdę jest taka
fajna choroba. Nie jest wyrokiem, można cieszyć się życiem przez
długie lata, nie potrzeba leków by funkcjonować. Ze wszystkich
chorób jakie się przytrafiają ludzkości, ta naprawdę może dać
szczęście. Szczęśliwy alkoholik – kiedyś myślałam, co za
wariackie określenie. Dziś sama jestem szczęśliwą alkoholiczką
i im dłużej trwa moje uzależnienie, tym więcej rozumiem i jestem
silniejsza. Na każdym mytingu dostaję darmowe, fajne recepty” -
tak podsumowuje uzależnienie od alkoholu Dorota.
„Jestem
sparaliżowana, bo większość czasu zajmuje mi rozkminianie, czy
to, co czuje, na pewno jest tym, co czuję (...)”
Obie
moje rozmówczynie to naprawdę szczęśliwe kobiety, oczywiście
każda na inny sposób, bo są inne , ale w walce z nałogiem każdy
z nas będzie taki sam.
Różnicę
między pijaństwem a alkoholizmem w oryginalny sposób określa
stare francuskie powiedzenie: "pijak mógłby przestać pić,
gdyby chciał - alkoholik chciałby przestać pić, gdyby mógł".
„O uzależnieniu mówi się że jest chorobą demokratyczną, ponieważ uzależniają się bardzo różni ludzie, bez względu na płeć, wiek, wykształcenie czy status materialny i społeczny. Jednak wraz z rozwojem uzależnienia wszystkie te osoby stają się do siebie podobne. Stają się nadmiernie zależne, mają niską odporność na frustrację, poczucie izolacji, wysoki poziom lęku w kontaktach interpersonalnych, poczucie winy, zmienny stosunek do autorytetów, niską samoocenę bądź
poczucie wielkości. Z czasem alkohol lub inne substancje stają się najpoważniejszym, a niekiedy jedynym źródłem osiągania pozytywnych stanów emocjonalnych” - twierdzi specjalistka psychoterapii uzależnień. „Osoby uzależnione mogą prowadzić szczęśliwe i zdrowe życie pod warunkiem, że będą się całkowicie wystrzegać używania substancji chemicznych zmieniających nastrój. Alkoholizm jest chorobą postępującą, przewlekłą i śmiertelną, a także nieuleczalną. Z chorobą tą można nauczyć się żyć, ale już nigdy powrócić do picia kontrolowanego i bezpiecznego. - To raz i na zawsze zostało uszkodzone”.
„To
była tęsknota.
I
kiedy się upijałam, to łatwiej było mi się do tego dostać i
trochę zaczynało mi się kręcić w głowie, i czułam się
bardziej pewna siebie (...)”
Magda
dopóki nie poszła na terapię myślała, że skoro w sposób
kontrolowany sama na kilka miesięcy odstawiła używki alkoholowe,
to i w sposób kontrolowany do picia powróci. W okresach chwilowej
trzeźwości, utwierdzała się tylko w przekonaniu, że to ona
panuje nad wszystkim, sama, bez terapeuty, spotkań, pomocy. Po
stanach abstynencji wracała do spożywania alkoholu w ilościach i
gatunkach odpowiednich dla niej. „Sama przed sobą szukałam
wymówek i usprawiedliwienia. Ostatnim razem nie służyła mi wódka,
to teraz będzie rum z colą. Urwany film po rumie, pewnie trzeba
sączyć wolniej i może teraz czerwone wino. Po winku amnezja, za
dużo naraz po takiej przerwie. Dawkować po jednym kieliszku, aż
organizm nabędzie wprawy. Udało się parę razy zapamiętać
imprezę, znaczy organizm przygotowany, zaopatrzony w system obronny.
Czyli znowu można i rum i wódeczkę. Nie udało się za którymś
razem, byłam wściekła na siebie, gdyż miałam się za mistrzynię
kontroli i planowania. I nigdy się nie poddawałam, zawsze
realizowałam zamierzone cele. Znowu kilka miesięcy przerwy,
przecież to dla mnie żaden problem. Uzależnienie od alkoholu? Od
wszystkiego po kolei, ale na pewno nie jestem alkoholiczką. Choć
codziennie rano w drodze do pracy mijałam jedną panią, zaniedbaną,
brudną z tanim trunkiem w dłoni i twarzą czerwoną jak burak
ćwikłowy. Patrząc na nią czasem widziałam siebie za lat
dwadzieścia. I spoglądałam w lustro, twarz jasna, elegancka
fryzura, uśmiech na twarzy, wysokie ambicje, dobry alkohol. Ja
alkoholiczka? Nigdy. Mam wszystko pod kontrolą, nawet okresy picia i
trzeźwienia, a że czasem coś się wymknie, każdemu się zdarza”.
Magdzie nie udało się dołączyć do naszego spotkania przy kawie z
Dorotą i Bożeną. Zaprosiła mnie do siebie do domu kolejnego dnia
o godz. 22.30. „Wtedy mogę spokojnie usiąść i porozmawiać” -
rzuciła do słuchawki.
„Wszystko
kurwa najlepiej, wszystko ma być tip-top. Musisz jeszcze sprawdzić,
powtórzyć, przejrzeć. Prawie trzydzieści lat z zaciśniętym
zwieraczem. A jak potem leżę pod kołdrą i przełączam kanały
przez dwie i pół godziny, i pierdolę, nie robię, myślę, to i
tak czuję, że powinnam raczej czytać Epikteta w ramach rozwoju
osobistego”.
„Ze względu na
odmienność biochemiczną spożycie tej samej ilości alkoholu przez
mężczyznę i kobietę powoduje u kobiety większą koncentrację
alkoholu we krwi, a tym samym wyraźniejsze objawy zatrucia. Związane
jest to głównie z proporcjonalnie większą ilością tłuszczu
oraz mniejszą ilością wody w organizmie kobiety. Ta sama ilość
alkoholu zostanie więc rozpuszczona w mniejszej ilości wody, co z
kolei spowoduje, że będzie on bardziej stężony we krwi kobiety.
Efekt jest zawsze znacząco mocniejszy. Kobieta o tej samej masie
ciała co mężczyzna po wypiciu standardowego drinka otrzymuje o 40%
więcej alkoholu niż mężczyzna” - twierdzi terapeutka odnosząc
się do przeprowadzonych badań.
Dlatego organizm
kobiety uzależnia się szybciej. „Detoks zafundowałam sobie w
domu, tak żeby nikt nie wiedział, nawet rodzina. A przecież
wszyscy wiedzieli. Od zawsze. To była tylko taka zmowa milczenia, ja
się staram zachowywać przyzwoicie, jak setki innych kobiet w tym
mieście, a oni nie widzą problemu. Choroba rozwijała się latami,
a ja próbowałam nad nią panować. Czasem zdarzyło mi się po
drinku odebrać syna z treningu piłki nożnej, ale to był przecież
piątek wieczorem. Każdy po ciężkim tygodniu ma prawo o tej porze
się rozluźnić. Zwłaszcza jak mąż przez cały tydzień pracuje w
odległym mieście i cały dom był na mojej głowie. Chciał wracać
do miłego, przytulnego domu, uśmiechniętej żony, brylującej w
towarzystwie. W każdy weekend wychodziliśmy ze znajomymi do lokalu
lub na tzw. domówki. Przed zabawą dla kurażu wypijałam w domu
parę lampek. To dodawało mi odwagi, poczucia, że jestem kimś
lepszym”. Patrząc na Dorotę, nie mogłam uwierzyć, że ta pewna
siebie, zadbana kobieta, miała kiedyś problemy z samoakceptacją.
„Jako jedyna po tych spotkaniach nie pamiętałam nic. Ale miałam
status wyluzowanej babki. Od zawsze zależało mi na akceptacji
otoczenia. Już w liceum wybierałam sobie towarzystwo z elitarnych
rodzin, by podbudować swoje samopoczucie. Przynależność do dobrej
„paczki” dawała mi satysfakcję. Jeździłam z nimi na wszystkie
imprezy, kupowałam dobry alkohol i papierosy, nie miało znaczenia
skąd zdobędę na to pieniądze, jak wrócę nad ranem do domu. Po
prostu musiałam być jak oni. Zawsze musiałam być jak reszta tego
rozrywkowego towarzystwa. W pracy perfekcjonistka, zaraz po zmianie
biegłam do Żabki po pół litra, ta świadomość pozwalała mi
przetrwać i wypełniać swoje obowiązki niczym idealna pracownica.
Wszystko do czasu.”
„Bo to wszystko
nie może trwać w nieskończoność” - przytakuje Bożena. „Ja
starałam się przypodobać mojej matce. Odkąd pamiętam krytykowała
mnie, czułam się gorsza, niekochana. Teraz wiem, że chciała dla
mnie dobrze, miała nadzieję, że słowami krytyki zmotywuje mnie do
działania, aspiracji, bycia lepszą. Wyszło inaczej. By być
idealną, matką, córką i żoną najpierw wypijałam dziennie
jednego drinka. Obiad gotowało się przyjemniej, sprzątanie szło
szybciej, ja zrelaksowana pani domu. Były mąż w towarzystwie lubił
błyszczeć, był gwiazda wieczoru, ja siadałam sobie gdzieś
cichutko w kącie i wychylałam kieliszek za kieliszkiem, by nie
denerwować się jego zachowaniem. Na każdy wypity łyk alkoholu
miałam usprawiedliwienie. Po latach, podczas terapii, dowiedziałam
się, by nie szukać usprawiedliwienia, a starać się odnaleźć
źródło problemu. Nie byłam asertywna, nie potrafiłam żyć
według własnego schematu, cierpiałam na brak akceptacji i miłości.
Po jakimś czasie by uporać się z domowymi obowiązkami
potrzebowałam już dwóch drinków, potem trzech, czterech... i
wszystko zaczęło się wymykać spod kontroli. Narastały we mnie
emocje, to był lek na ich stonowanie, przyćmienie. Piłam na
spotkaniach rodzinnych dopóki nie urwał mi się film, potem
czekałam aż wszyscy wyjdą i piłam dalej sama.”
Słuchając
opowieści moich bohaterek aż trudno uwierzyć, że kiedykolwiek
czuły się niekochane, niepotrzebne i nieszczęśliwe. Nawet o
wspomnieniach sprzed lat opowiadają lekko, od czasu do czasu
dorzucając zabawny komentarz. Jakby tamto, nie było ich. Osoba
uzależniona od alkoholu ma dwa życia, pierwsze kiedy pije i drugie
– na trzeźwo. To dopiero jest fajne.
„Nie no, to
jest w ogóle najgorsze w tym wszystkim.
To,
że trzeba czuć, i to, że twoje uczucia wydaja ci się kompletnie
niewłaściwe.”
„Istotny
wpływ na szybszy rozwój uzależnienia u kobiet oraz na zwracanie
się po pomoc mają czynniki socjokulturowe, bowiem w wielu
społeczeństwach kobieta: jest
osobą odpowiedzialną za dom i wychowanie dziecka, a wiec za jakość
życia rodzinnego; staje przed innymi niż mężczyzna wymaganiami
moralnymi i etycznymi oraz inne są względem niej oczekiwania; nie
jest akceptowana jako osoba pijąca, co determinuje staranne
ukrywanie picia, późniejsze uświadomienie sobie problemu oraz
odwlekanie decyzji dotyczącej zwrócenia się po pomoc; szybciej niż
mężczyzna wypada z ról społecznych (bardziej widoczne są
zaniedbania spowodowane piciem); zdarza się, ze pije w związku z
zachowaniami partnera (niejednokrotnie jest to picie z partnerem
spowodowane uległością, chęcią niedopuszczenia, żeby się upił
itp.); szybciej niż mężczyzna jest odrzucana przez otoczenie i
szybciej się stacza. Mówi
się, że na dziesięciu żonatych mężczyzn leczących się z
powodu alkoholizmu małżeństwo jednego z nich kończy się
rozwodem, a na dziesięć leczących się zamężnych kobiet
małżeństwo nie ulega rozpadowi w jednym tylko przypadku” -
relacjonuje specjalistka psychoterapii uzależnień, zapytana o
różnice dotyczące choroby i jej przebiegu u mężczyzn i kobiet.
Przy
tej kawie z Bożeną i Dorotą, powiedziałyśmy sobie więcej niż
większość koleżanek na zakrapianych imprezach. Sama byłam
zdziwiona, że zamiast tylko wypytywać, opowiedziałam im trochę o
sobie. Bożena nadal boi się nowości, ale podejmuje wyzwania.
Potrafi odmawiać, już nie szuka akceptacji za wszelka cenę. Dorota
z niedowierzaniem wspomina czasy, kiedy smarowała dziąsła
alkoholem, by jej bliscy myśleli, że była na dobrej imprezie i
świetnie się bawiła. Już wie, że jej wartość zależy od niej
samej, a nie od ilości odhaczonych spotkań czy znajomych.
„Od
kobiet zawsze oczekiwało się więcej i lepiej. Więcej zniesie,
lepiej posprząta, otoczy dzieci większą opieką i miłością, da
dobry przykład w pracy, szkole, na spotkaniu towarzyskim. Będzie po
całym dniu zadbana i wypoczęta. Jako dziecko przyniesie najlepsze
oceny, wróci z piaskownicy w czystej sukience. I szybciej niż
reszta zwariuje” - kwituje ze śmiechem Magda w swoim salonie.
Dochodzi prawie północ, moja rozmówczyni dolewa sobie już dzisiaj
siódmą kawę, ja proszę o zielona herbatę. „Piję w cholerę
tej kawy, to jeszcze nawyk z tamtego życia. Chciałam być idealna,
ze wszystkim zdążyć, mieć perfekcyjny dom, wyszorowany środkiem
odkażającym trzy razy w tygodniu, obiad z dwóch dań, świetną
pracę, zadbane dzieci i męża zakochanego we mnie do szaleństwa.
Nie mam nic. Zaczynam wszystko od zera. Dlatego ciągle jestem w
biegu, nadrabiam stracone życie. Na walce o miłość, której nigdy
nie dostałam. O sterylną czystość w domu, aż skóra na rękach
pękała do krwi. O czas dla rodziny, który zawsze był co do minuty
zaplanowany. O bycie gwiazdą w towarzystwie. Pracownicą roku.
Koleżanką z orderem uśmiechu. Ukochaną córką. Sama dla siebie
byłam nikim. Chyba, że wypiłam wódkę, rum, wino. W zależności
jaki aktualnie zestaw był zaplanowany. Czułam się wtedy kimś
wyjątkowym, kto zasługuje na wszystko. Nikt nie wiedział, że mam
problem z nadużywaniem alkoholu. W pracy zawsze byłam trzeźwa.
Nigdy nie piłam rano. Nigdy byle czego. Byłam lepsza od tej kobiety
z twarzą buraka ćwikłowego. Tylko ona chyba wiedziała, że jest
uzależniona, wszyscy wokół niej wiedzieli, ona nie potrafiła
przestać. Pragnienie zmiany stanu świadomości było silniejsze.”
Magda tylko na moment zapatrzyła się w dal, jakby chcą przypomnieć
sobie tę kobietę. Przez jeden ułamek zobaczyłam w jej oczach
strach. Normalnie to pełna energii i radości życia osoba.
-Pani
psycholog, jakie jest Pani spojrzenie na potrzebę miłości,
poczucie osamotnienia w świetle uzależnienia od alkoholu?
-Przy
pomocy alkoholu lub narkotyków osoba uzależniona próbuje opanować
swój lęk egzystencjalny, potrzebę odczuwania przyjaźni, miłości
i ufności, potrzebę odczuwania znaczenia, celu i sensu życia.
Kiedy przestaje działać chemia pojawia się coraz większe
osamotnienie, cierpienie powoduje silne pragnienie uwolnienia się,
ale równocześnie w myślach krąży to cudowne wspomnienie ulgi po
kolejnej dawce alkoholu lub narkotyków. Alkohol lub inny narkotyk
staje się najważniejszą relacją w życiu. O samotności pisze
również Erich Fromm. Twierdzi, że poczucie osamotnienia stanowi
źródło wszelkiego niepokoju. Osoby uzależnione szukają ucieczki
przed samotnością w środkach psychoaktywnych, ale po zakończeniu
ich działania czują się jeszcze bardziej samotne. Pojawia się
potrzeba zażywania z coraz większą częstotliwością i siłą.
„To
przyszło do mnie we śnie.
Opowiedziałam
jej wszystko tak, jak wam zaraz opowiem.
Słuchała
z zainteresowaniem, jak zawsze.
Kiedy
skończyłam, w dalszym ciągu rozświetlona, powiedziała:
-No
właśnie, bo jak pani tutaj weszła, to pierwsze, co pomyślałam,
to że ma pani romans.
Miała
rację.”
„Cieszę
się, że mogłyśmy sobie tu z Tobą, Aga, tak pogadać. Bo my
jesteśmy szczęśliwe alkoholiczki. No nie patrz tak na nas, to
naprawdę taka fajna choroba”. Patrzę z uśmiechem, bo wiem, że
to szczęśliwe kobiety, spełnione, doświadczone życiową
mądrością, z błyskiem radości w oczach za fajne dzisiaj i
nadzieją na fajniejsze jutro.
„Wiesz,
Agnieszka, ja się po prostu wystraszyłam” - kontynuuje opowieść
ponownie patrząc wesoło w moja stronę. „Tyle mam jeszcze planów,
tyle marzeń, a tak wiele czasu straciłam. W momencie kiedy
zdecydowałam się stanąć na nogi po toksycznym związku, bałam
się, że mój kumpel Alko, wszystko mi zepsuje. Że będę znowu z
nim sobie trzaskać szklaneczkę za szklaneczką, okłamywać
wszystkich wokół, że dlatego mnie wzięło, bo nic nie jadłam, że
to ze zmęczenia, bo za dużo obowiązków. I w jednym ułamku
sekundy postanowiłam tę przyjaźń zakończyć. I nie żałuję.
Teraz zaczynam przyjaźnić się sama ze sobą. Nawet zaczynam się w
sobie zakochiwać. Już nie mam pragnienia miłości”.
Agnieszka
Małgorzata Berny
W
reportażu wykorzystano fragmenty książki Malgorzaty Halber
„Najgorszy człowiek na świecie”






Komentarze
Prześlij komentarz