„CZEGO CHCESZ?! JA MAM W DOMU ROBOTĘ!”

CZEGO CHCESZ?! JA MAM W DOMU ROBOTĘ!”


Poronienie ciąży jest bardzo osobistą tragedią. Każda kobieta, którą to spotkało, musi na swój sposób uporać się z tym bolesnym doświadczeniem. Ile przypadków, tyle reakcji. Ból, łzy, zapomnienie, izolacja, nocne koszmary. Utrata oczekiwanego dziecka. Nie zawsze jednak cierpienie wiąże się z pustym łóżeczkiem i brakiem małego, ciepłego ciałka, które miało się tulić w ramionach.




„Nawet nie wiedziałam, że jestem w ciąży” - mówi Marta. Z narzeczonym nie układało im się od jakiegoś czasu. Ona pracowała w dwóch firmach, on w czasie wolnym imprezował z kumplami. Jakaś wódeczka przy osiedlowym garażu, czasem trawka przed telewizorem... i tak czas mijał. Narzeczony miał coraz więcej pretensji o nieobecność Marty w domu. Obiad wieczorem, a on potrzebował o 13.00. I kiedy ona znajdzie czas na dziecko? Ciągłe obwinianie, oczekiwania. Nie chciała z nim dziecka, chciała go zostawić. Jutro, nie, pojutrze... Nie potrafiła.

Chwycił ją w ramiona jak tylko wysiadła z pociągu. „Będzie dobrze, jestem” - powiedział
z czułością Adam. Gośka została u niego tyle czasu, ile potrzebowała. Nie rozmawiali zbyt wiele o tym, co się wydarzyło, ale on był. W dzień i w nocy. Kiedy się śmiała i wpatrywała smutnymi oczyma w poranny kubek z kawą.

Dorota miała już dwoje dzieci z mężem. Ale pragnęła kolejnego. To, że Mirek był coraz bardziej agresywny wobec niej, nie miało znaczenia. Ojcem był dobrym. Sądziła, że w ten sposób może uratować swoje wieloletnie małżeństwo. Przecież go kochała... Już od dawna nie potrafili ze sobą rozmawiać. Kiedy podczas rozmowy zapytałam ją, co wtedy czuła, odpowiedziała: „Aga, nie pytaj mnie o takie rzeczy, u mnie w domu się tak nie rozmawiało”. Jednak zgodziła się wrócić do wydarzeń z 2003r. Powiedziałam, że jeśli nie będzie chciała o czymś mówić, możemy pomilczeć.
Milczałyśmy. Co jakiś czas Dorota przerywając prasowanie, wracała do tematu. Trójka wesołych dzieciaków wpadała raz po raz do pokoju, bo przecież przyszła nowa ciocia. Dwoje dzieci już jest na swoim. Po tej nieszczęśliwej historii urodziła jeszcze trójkę zdrowych, ale ich ojcem jest aktualny partner Doroty. Z mężem wzięła rozwód.


Narzeczony Marty, Damian, nie chciał ze mną rozmawiać. Ściślej - były narzeczony. Spuścił głowę i wrócił do kolegów na ławce. Jej rodzice twierdzą, że dobrze się stało, kto to widział mieć dziecko z takim typem. Miała do nich żal, ale po czasie przyznała im rację. Kiedy 3 lata temu zaczęła krwawić, była przerażona. Narzeczony był w pracy, na jej trzecią prośbę wezwał karetkę. Nie wiedziała co robić, wiedziała tylko, że chce z nim rozmawiać. W szpitalu wszystko zadziało się błyskawicznie. Zabieg, pytanie: „Czy to możliwe, że była Pani w ciąży?” Tak... możliwe... Przyjechali rodzice, nie wiedzieli gdzie patrzeć i co powiedzieć. Narzeczony szybciutko dokonał wizytacji, po czym rzekł, że się śpieszy i musi lecieć. Rano po wypisie ze szpitala nie mógł jej odebrać, zatrzymały go inne ważne sprawy. Rodzice zabrali Martę na jakiś czas do siebie. Patrzyli ze smutkiem jak płakała z tęsknoty za nim.

Gosia po burzliwym rozwodzie z mężem potraktowała spotkanie z Adamem jako jednorazową przygodę. Nie była gotowa na związek, jeszcze nie teraz. Uciekła rano z jego mieszkania i wsiadła w najbliższy pociąg do domu. Kilka tygodni później na kontrolnej wizycie u ginekologa usłyszała: „Pani była w ciąży”. Cisza...jak to? Przez parę godzin przesiedziała na ławce w parku. Sama. Zadzwoniła do Adama. Przyjeżdżaj. Kiedy dowiedział się o poronieniu, tulił długo i mocno. A ona tego potrzebowała.

Zrobiła test ciążowy, wynik pozytywny. Mirek był w pracy na nocnej zmianie. Sąsiad pojechał do całodobowej apteki po drugi test. Wynik pozytywny. Cieszyła się. Zadzwoniła do męża. Radość nie trwała długo, rano spostrzegła plamienie. Obudziła śpiącego Mirka, coś niedobrego się dzieje, muszą jechać do szpitala. „Przecież mieliśmy jechać do marketu po aparat fotograficzny”. Sąsiad zawiózł ją do szpitala. Badania, ponowne badania, usg. Lekarze stwierdzili ósmy tydzień ciąży. Według obliczeń Doroty powinien być dwunasty. W ósmym tygodniu ciąża przestała się rozwijać... Ciążę trzeba usunąć. Na sali, razem z Dorotą, leżała młoda dziewczyna oczekująca także na zabieg i druga w trzydziestym szóstym tygodniu ciąży. Zazdrościły jej. I nie rozumiały jak biegała co jakiś czas na papierosa do toalety. Mąż przywiózł niezbędne przybory toaletowe i piżamę. Udawał, że nie ma tematu. Kiedy zapytałam go o tamto wydarzenie skwitował tylko, że przecież nic się nie stało. Oni też nigdy potem o tym nie rozmawiali. Mama wpadła na chwilę z pytaniem „No czego chcesz?! Ja mam w domu robotę!”. Nic nie chciała, trochę ciepła, ale już nic... Koleżanka z sali, Ola, zaraz po zabiegu miała wokół siebie cały sztab kochających ją ludzi. Dorota nie miała nikogo. Gdy pytam ją o to, co czuje teraz, mówi że spływa to po niej jak po kaczce. Temat tabu w rodzinie. Ona już nie potrzebuje o tym rozmawiać. Zakopała to głęboko w sobie. Zgodziła się ze mną porozmawiać pod warunkiem,że jej tożsamość nie zostanie ujawniona. Matka Doroty zajęta myciem łazienki rzuciła nawet nie patrząc w moja stronę, że było coś takiego, ale ona już nie pamięta i nie ma czasu na gadanie.

Marta mieszka sama, zostawiła Damiana kilka miesięcy po tym jak poroniła. Nie ma już żalu, to się stało. Ma swoje plany i marzenia. Jeśli kiedyś zwiąże się z mężczyzną, to odpowiedzialnym, który nie ucieka przy pierwszych trudnościach. Przecież nie chciała wiele, tylko żeby był blisko. Dla niektórych to zbyt dużo.

„Nie wyobrażam, żebym mógł zachować się inaczej” - mówi Adam 4 lata od dnia kiedy przytulił na peronie płacząca Gosię. Siedzę u nich w salonie i popijam pyszną zimową herbatę z imbirem. To jednak nie była jednorazowa przygoda, to miłość, taka prawdziwa i zwyczajna. Są dla siebie wsparciem. Czasem Gośka się wkurzy i pójdzie spać na kanapę, ale rano budzi ją zapach ciepłej kawy, jej ulubionej, z mlekiem bez laktozy i łyżeczką brązowego cukru. Kiedyś będą mieć dzieci, są przecież młodzi i zakochani.

„Badania wykazały u Doroty toksoplazmozę. Choroba ta doprowadziła do poronienia” - mówi lekarz ginekolog, który opiekował się w tamtym czasie Dorotą. Wyleczyła się, urodziła zdrowe dzieci, jest szczęśliwa mamą. Chciała mieć wtedy jedną osobę przy sobie, kogoś kto weźmie za rękę i powie „Pobędę tu z Tobą trochę, jeśli chcesz...”

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

NIE DLA ZAOSTRZENIA USTAWY ANTYABORCYJNEJ